To by jeden z ostatnich weekendów przed Świętami, ale my zamiast myśleć o porządkach i prezentach, postanowiliśmy spakować plecaki i ruszyć w drogę. Pobudka wcześnie rano, wyjazd z Warszawy o 5:30 rano – klasyka gatunku dla tych, którzy twierdzą, że „to tylko krótki wypad”.
Na rozgrzewkę poszła Ślęża. Podejście szybko ustawiło tempo dnia, ale pogoda zdecydowanie była po naszej stronie. Słońce przebijające się przez mgłę, las wyglądający jak z folderu turystycznego i zdjęcia, które robiły się same. Nogi jeszcze współpracowały, więc humory też dopisywały.
Po zejściu szybki przejazd do Wrocławia, zakwaterowanie i zmiana trybu z „górski” na „świąteczno-spacerowy”. Jarmark Bożonarodzeniowy na Rynku Staromiejskim zrobił dokładnie to, co powinien: spowolnił dzień, poprawił nastrój i skutecznie odciągnął uwagę od liczby przebytych kilometrów. Światła, zapach grzanego wina i pełna zgoda na to, że „jeszcze jeden stragan i wracamy”.
Niedziela zaczęła się spokojnie – śniadanie, pakowanie i przejazd do Szczawna-Zdroju. Uzdrowiskowa cisza była tylko chwilowa, bo zaraz potem ruszyliśmy na Chełmiec. Podejście momentami przypominało, że Korona Gór Polski nie rozdaje punktów za darmo, ale mgła i słońce znów stworzyły idealne warunki do zdjęć i krótkich „postojów technicznych”.
Po zejściu przejazd do Schroniska Andrzejówka i ostatni punkt programu – Waligóra. Trzeci szczyt dnia to już etap, w którym motywacja działa bardziej z rozpędu niż z entuzjazmu. Ale satysfakcja na górze wynagradza wszystko, łącznie z pytaniem „po co nam to było?”.
Wieczorem został już tylko powrót do Warszawy. Trzy zdobyte szczyty, świąteczny Wrocław i uzdrowiskowy Szczawno-Zdrój sprawiły, że był to intensywny, ale idealnie wykorzystany przedświąteczny weekend. Teraz już możemy spokojnie udawać, że jesteśmy gotowi na Święta… przynajmniej fizycznie ![]()
A w zalączniku kilka zdjęć autorstwa uczestników i do zobaczenia na kolejnych wyjazdach






















